Jedna chwila z miliona, jeden balkon z tysiąca, jeden absurdalnie zaczajony w dole, na wymarlym osiedlu, wsrod sporochnialych lawek beznadziejnie pustego i rdzawo jesiennego boiska, aparat...
Skierowany w ciebie.
Kobieto z balkonu.
Czy zdarzylo sie to, czy nie zdarzylo? Pstryk- otwieram ci furtke do alternatywnego istnienia, pstryk- jestes w folderach mojej pamieci, pstryk- jestes w folderach twardego dysku. Szast prast i jestes kolorem, wzorem, cyfrą. Nic mnie nie obchodzisz, zrodzil Cię przypadek, zoom i sobotni poranek, wyszlas z mgly PRLu, wykrakalo cie pazdziernikowe ptaszysko i pochmurne niebo, jak 10 lat temu, jak 40 lat temu.
Na tym swoim balkonie, z tym swoim praniem, kim jestes-nie wiem, co robisz- pewnie nie rzuci mnie to na kolana, ale szarpie jakąs strune nerwową we mnie nieznosna swiadomosc. Czego? Za lat kilka, kilkanascie, gdy ta moc nada swietosci nawet zwyklym smieciom, gdy wyostrzy kazda najbardziej błahą chwile, czy widok tych kilku nieznanych zdjęć rozedrga czyjekolwiek serce- Twoich synow, wnuków, kogokolwiek, wstecz patrzącego?
Z balkonu kobieto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.