sobota, 16 stycznia 2010

istota rzeczy

Siedzimy w ciepłym, suchym i nieznośnie przyjaznym wnętrzu ośrodka, racząc się herbatą z miłych dla oka pasiastych kubeczków i w takiej oto dobrodusznej atmosferze rozgrywa się dramat. Dziewczyna próbuje zrozumieć, nauczyciel tłumaczy. "Czysta świadomość" - powiada on, ona na to, że czy to znaczy, że w sensie bez uczuć. On jej na to wtedy o oceanie, że fale na nim tworzą się dzięki niemu, a nie na odwrót, dziewczyna przetrawia metaforę, a tymczasem pełen dobrych chęci nauczyciel, chcąc przybliżyć temat, dodaje kolejną : o lustrze. Dziewczyna słucha uważnie, cierpliwie przyswaja sobie, że jest tym lustrem, i już prawie kiwa głową, gdy rozochocony nauczyciel doprawia do smaku swój wywód metaforą o tygrysie. I oto dziewczyna zostaje porwana sprzed lustrzanej tafli prosto na grzbiet tygrysa. Ujeżdżanie tygrysa wydaje się celną przenośnią, wiadomo, więc dziewczyna z ulgą przyjmuje to wyobrażenie, usadawiając się wygodnie na tymże grzbiecie, tylko po to, by po chwili zostać zdegradowaną kolejnym obrazkiem: bo to jednak tylko Budda może na grzbiecie. My - w paszczy.
W paszczy!
Popija herbatę, zawiesza się. Prawie słyszę, jak myśli: będę na grzbiecie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.